niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 3

Tej nocy męczył mnie straszny sen.
            Znalazłam się w jakimś okropnym korytarzu. Ściany były bardzo stare, w  wielu miejscach odpadła farba. Jedyne, dzięki czemu nie zapadł tu całkowity mrok, to lampa naftowa wisząca na ścianie. Wzięłam ją do ręki i przeszłam kilka kroków. Stałam teraz przed rozwidleniem dróg. Wybrałam jedną z nich i ruszyłam dalej. Błądziłam po jakimś labiryncie w poszukiwaniu wyjścia.
Po długim plątaniu się po korytarzach dotarłam do dębowych drzwi. Bałam się, co może znajdować się w środku. Nie chciałam, żeby to znów była jakaś okropna zjawa. Uchyliłam drzwi. Jak na razie nie widziałam tam nic strasznego. Całkowicie otworzyłam je.
            Krzyknęłam i o mało co nie zemdlałam. W kącie leżał skuty łańcuchami chłopak. Podbiegłam do niego, odłożyłam lampę naftową pół metra od nas i położyłam jego twarz na moich kolanach. Był okropnie zimny, a do tego blady jak trup. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej i nasłuchiwałam, czy serce chłopaka jeszcze bije. Na szczęście żył. Był tylko nieprzytomny. Nie mogłam go zostawić samego w tym strasznym pokoju. A na pewno nie przykutego łańcuchami. Musiałam jakoś go stąd uwolnić. Próbowałam użyć siły, znaleźć słabsze ogniwo łańcucha. Nic to nie dało. Nie poddawałam się. Ciągle myślałam, jak mogłabym je wyrwać.
Usłyszałam przeraźliwe kaszlenie. To chłopak prawdopodobnie się budził. Patrzyłam na niego. Był taki bezbronny. Zrobiło mi się go żal. Wkrótce doszedł do siebie i po raz pierwszy się odezwał.
-Kim,… kim ty jesteś?- spytał słabym głosem.
            Patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. Podobnie przyglądał mi się Will.
-Spokojnie… Jestem Rose. Musisz oszczędzać siły. A ty jak się nazywasz?- zapytałam.
-Jestem Jake. Co tu robisz?- spytał.
            Widziałam, że jego mięśnie powoli się rozluźniały. Możliwe, że był inny niż Will.
-Próbuję cię jakoś stąd wydostać- odpowiedziałam.
-Nikt wcześniej nie próbował mi pomóc. Tak naprawdę nie mam znajomych, ani nikogo, kto by mnie lubił- powiedział zamyślony.
            Było mi go szkoda. Naprawdę. Wiem, jak to jest być wyrzutkiem. Nagle zauważyłam, że uważnie mi się przygląda.
-Ty jesteś inna- powiedział w końcu.
-Jak to inna? Co masz na myśli?- zapytałam.
-Nie masz pojęcia o czym mówię. No jasne. Gdy się stąd wydostanę, to wytłumaczę ci wszystko. Obiecuję- odpowiedział.
            Patrzył mi prosto w oczy. Był w nich taki dziwny, ale bardzo przyjemny blask. W pewnym momencie przyszło mi coś do głowy.
- Nie ruszaj się- powiedziałam.
-Dobrze, ale co…- mówił
            Przerwałam mu. Wstałam i zaczęłam szukać w pobliżu jakiegoś kamienia. W końcu znalazłam odpowiedni. Podeszłam do łańcuchów i uderzyłam w nie z całej siły. Po pewnym czasie Jake była wolny. Wstał i podszedł do mnie. Uśmiechnął się. Po sekundzie znalazłam się w jego ramionach. Było mi bardzo miło. Chciałam, żeby to była prawda. Po chwili jednak zwolnił uścisk.
-Rose. Obiecałem, więc dotrzymam obietnicy. Tylko, że nie teraz. Spotkamy się znów niedługo- powiedział.
            Chciałam coś powiedzieć, lecz obraz zanikał.
           
            Leżałam na łóżku w swoim pokoju. Przez chwilę wpatrywałam się w turkusowe ściany i próbowałam się uspokoić.
-Czas wrócić do rzeczywistości- powiedziałam do siebie.
            Uszykowałam się i pobiegłam na przystanek autobusowy.
            Wchodząc do szkoły znów poczułam, że coś jest nie tak. Pognałam w stronę klasy. Pana Murphy nie było w środku. Usiadłam na swoim miejscu, rozpakowałam książki i szkicownik. Tym razem narysowałam korytarz, a na jego końcu dębowe drzwi ze snu, za którymi był uwięziony Jake. Nauczyciela wciąż nie było w klasie. Tak samo było, gdy Will pojawił się w szkole. No właśnie. Gdzie jest Will?
            Zastanawiałam się tak jeszcze przez kilkanaście minut. Po pewnym czasie przyszedł pan Murphy z czarnowłosym chłopakiem. Od samego początku wiedziałam, kto to jest, choć i tak nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Dlaczego przytrafiają mi się takie dziwne rzeczy?
            Chłopak spoglądał po kolei na każdą osobę w klasie. Po chwili jego wzrok padł na mnie. Myślałam, że wystraszy się mnie tak jak Will jakiś czas temu. Jednak nie. Uśmiechnął się do mnie.
-To Jake Wright. Będzie chodził z wami do klasy- zaczął nauczyciel.
-Znajdź sobie jakieś miejsce i usiądź- poinformował go nauczyciel.
            Jake nie zareagował. Jedynie przyglądał się klasie, lecz co chwilę spoglądał w moją stronę.
-Usiądź gdziekolwiek- powiedział nauczyciel obojętnym tonem.
            Jake wyrwał się z transu. Wykonał polecenie. Podszedł do mnie i usiadł ze mną w ławce.
-Hej- powiedział przyciszonym głosem.
-Hej- odpowiedziałam.
            Widziałam, że podczas lekcji Jake przyglądał mi się z uwagą. Chyba wolę, żeby on się na mnie patrzył, a nie Will. Przynajmniej był to o wiele milszy wzrok, niż wyżej wymienionego.
            W pewnym momencie widziałam, że Ashley przygląda się nowemu. Chyba wpadł jej w oko. Miałam z tego wielką frajdę.
            Po lekcjach podeszłam do swojej szafki odłożyć zbędne rzeczy.
-Rose- usłyszałam za sobą.
            Odwróciłam się i ujrzałam Jake’a. Przyglądał mi się ze smutkiem.
-Jake. Czy coś się stało?- zapytałam.
-Przepraszam- powiedział słabym głosem.
-Za co? Przecież nic nie zrobiłeś- odpowiedziałam zdziwiona.
-Ty pomogłaś mi się wydostać, a ja cię tam zostawiłem samą- wyjaśnił.
-To był przecież tylko sen. Nie masz za co przepraszać- odpowiedziałam.
-Nie zupełnie sen. Gdy tak było nie stałbym teraz tutaj- wyjaśniał. Zamyślił się przez chwilę, po czym dodał- Może w ramach rekompensaty przyjdziesz do mnie, a ja ci wyjaśnię wtedy to, co obiecałem?- zapytał.
- Jesteś okropnie uparty i nie chcesz usłyszeć odmowy, więc niech będzie- odpowiedziałam.
            Uśmiechnął się do mnie i razem wyszliśmy ze szkoły.

3 komentarze:

  1. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Kiedy ja się pojawię ? ;D Super ten Jake !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo pojawią się pewne postacie cierpliwości i dzięki ;3

      Usuń
  2. Jake jest supi :D
    Cały rozdział jest supi! :)))
    Weny życzę :3

    OdpowiedzUsuń