Tej nocy męczył mnie straszny sen.
Znalazłam
się w jakimś okropnym korytarzu. Ściany były bardzo stare, w wielu miejscach odpadła farba. Jedyne, dzięki
czemu nie zapadł tu całkowity mrok, to lampa naftowa wisząca na ścianie.
Wzięłam ją do ręki i przeszłam kilka kroków. Stałam teraz przed rozwidleniem
dróg. Wybrałam jedną z nich i ruszyłam dalej. Błądziłam po jakimś labiryncie w
poszukiwaniu wyjścia.
Po długim plątaniu się po
korytarzach dotarłam do dębowych drzwi. Bałam się, co może znajdować się w
środku. Nie chciałam, żeby to znów była jakaś okropna zjawa. Uchyliłam drzwi.
Jak na razie nie widziałam tam nic strasznego. Całkowicie otworzyłam je.
Krzyknęłam i o mało co nie zemdlałam. W kącie leżał skuty
łańcuchami chłopak. Podbiegłam do niego, odłożyłam lampę naftową pół metra od
nas i położyłam jego twarz na moich kolanach. Był okropnie zimny, a do tego
blady jak trup. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej i nasłuchiwałam, czy
serce chłopaka jeszcze bije. Na szczęście żył. Był tylko nieprzytomny. Nie
mogłam go zostawić samego w tym strasznym pokoju. A na pewno nie przykutego
łańcuchami. Musiałam jakoś go stąd uwolnić. Próbowałam użyć siły, znaleźć
słabsze ogniwo łańcucha. Nic to nie dało. Nie poddawałam się. Ciągle myślałam,
jak mogłabym je wyrwać.
Usłyszałam przeraźliwe
kaszlenie. To chłopak prawdopodobnie się budził. Patrzyłam na niego. Był taki
bezbronny. Zrobiło mi się go żal. Wkrótce doszedł do siebie i po raz pierwszy
się odezwał.
-Kim,… kim ty jesteś?- spytał słabym głosem.
Patrzył na
mnie z przerażeniem w oczach. Podobnie przyglądał mi się Will.
-Spokojnie… Jestem Rose. Musisz oszczędzać siły. A ty jak
się nazywasz?- zapytałam.
-Jestem Jake. Co tu robisz?- spytał.
Widziałam,
że jego mięśnie powoli się rozluźniały. Możliwe, że był inny niż Will.
-Próbuję cię jakoś stąd wydostać- odpowiedziałam.
-Nikt wcześniej nie próbował mi pomóc. Tak naprawdę nie mam
znajomych, ani nikogo, kto by mnie lubił- powiedział zamyślony.
Było mi go
szkoda. Naprawdę. Wiem, jak to jest być wyrzutkiem. Nagle zauważyłam, że
uważnie mi się przygląda.
-Ty jesteś inna- powiedział w końcu.
-Jak to inna? Co masz na myśli?- zapytałam.
-Nie masz pojęcia o czym mówię. No jasne. Gdy się stąd
wydostanę, to wytłumaczę ci wszystko. Obiecuję- odpowiedział.
Patrzył mi
prosto w oczy. Był w nich taki dziwny, ale bardzo przyjemny blask. W pewnym
momencie przyszło mi coś do głowy.
- Nie ruszaj się- powiedziałam.
-Dobrze, ale co…- mówił
Przerwałam
mu. Wstałam i zaczęłam szukać w pobliżu jakiegoś kamienia. W końcu znalazłam
odpowiedni. Podeszłam do łańcuchów i uderzyłam w nie z całej siły. Po pewnym
czasie Jake była wolny. Wstał i podszedł do mnie. Uśmiechnął się. Po sekundzie
znalazłam się w jego ramionach. Było mi bardzo miło. Chciałam, żeby to była
prawda. Po chwili jednak zwolnił uścisk.
-Rose. Obiecałem, więc dotrzymam obietnicy. Tylko, że nie
teraz. Spotkamy się znów niedługo- powiedział.
Chciałam
coś powiedzieć, lecz obraz zanikał.
Leżałam na
łóżku w swoim pokoju. Przez chwilę wpatrywałam się w turkusowe ściany i próbowałam
się uspokoić.
-Czas wrócić do rzeczywistości- powiedziałam do siebie.
Uszykowałam
się i pobiegłam na przystanek autobusowy.
Wchodząc
do szkoły znów poczułam, że coś jest nie tak. Pognałam w stronę klasy. Pana
Murphy nie było w środku. Usiadłam na swoim miejscu, rozpakowałam książki i
szkicownik. Tym razem narysowałam korytarz, a na jego końcu dębowe drzwi ze
snu, za którymi był uwięziony Jake. Nauczyciela wciąż nie było w klasie. Tak
samo było, gdy Will pojawił się w szkole. No właśnie. Gdzie jest Will?
Zastanawiałam
się tak jeszcze przez kilkanaście minut. Po pewnym czasie przyszedł pan Murphy
z czarnowłosym chłopakiem. Od samego początku wiedziałam, kto to jest, choć i
tak nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Dlaczego przytrafiają mi się takie
dziwne rzeczy?
Chłopak
spoglądał po kolei na każdą osobę w klasie. Po chwili jego wzrok padł na mnie.
Myślałam, że wystraszy się mnie tak jak Will jakiś czas temu. Jednak nie.
Uśmiechnął się do mnie.
-To Jake Wright. Będzie chodził z wami do klasy- zaczął
nauczyciel.
-Znajdź sobie jakieś miejsce i usiądź- poinformował go
nauczyciel.
Jake nie
zareagował. Jedynie przyglądał się klasie, lecz co chwilę spoglądał w moją
stronę.
-Usiądź gdziekolwiek- powiedział nauczyciel obojętnym
tonem.
Jake
wyrwał się z transu. Wykonał polecenie. Podszedł do mnie i usiadł ze mną w
ławce.
-Hej- powiedział przyciszonym głosem.
-Hej- odpowiedziałam.
Widziałam,
że podczas lekcji Jake przyglądał mi się z uwagą. Chyba wolę, żeby on się na
mnie patrzył, a nie Will. Przynajmniej był to o wiele milszy wzrok, niż wyżej
wymienionego.
W pewnym
momencie widziałam, że Ashley przygląda się nowemu. Chyba wpadł jej w oko.
Miałam z tego wielką frajdę.
Po
lekcjach podeszłam do swojej szafki odłożyć zbędne rzeczy.
-Rose- usłyszałam za sobą.
Odwróciłam
się i ujrzałam Jake’a. Przyglądał mi się ze smutkiem.
-Jake. Czy coś się stało?- zapytałam.
-Przepraszam- powiedział słabym głosem.
-Za co? Przecież nic nie zrobiłeś- odpowiedziałam
zdziwiona.
-Ty pomogłaś mi się wydostać, a ja cię tam zostawiłem samą-
wyjaśnił.
-To był przecież tylko sen. Nie masz za co przepraszać-
odpowiedziałam.
-Nie zupełnie sen. Gdy tak było nie stałbym teraz tutaj-
wyjaśniał. Zamyślił się przez chwilę, po czym dodał- Może w ramach rekompensaty
przyjdziesz do mnie, a ja ci wyjaśnię wtedy to, co obiecałem?- zapytał.
- Jesteś okropnie uparty i nie chcesz usłyszeć odmowy, więc
niech będzie- odpowiedziałam.
Uśmiechnął się do mnie i razem wyszliśmy ze szkoły.
Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Kiedy ja się pojawię ? ;D Super ten Jake !
OdpowiedzUsuńJuż niedługo pojawią się pewne postacie cierpliwości i dzięki ;3
UsuńJake jest supi :D
OdpowiedzUsuńCały rozdział jest supi! :)))
Weny życzę :3