poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział I

   Ten dzień miał być taki jak setki innych. Jednak było w nim coś dziwnego, a zarazem niepokojącego. Czułam to.
    Przebiegłam opustoszałym korytarzem. Następnie wielkimi schodami na pierwsze piętro i w końcu znalazłam się przy drzwiach klasy pana Murphy- nauczyciela języka angielskiego.
   Ustałam na chwilę przed wejściem i poprawiłam swoje rozczochrane czarne włosy. W domu nie miałam czasu na porządne uszykowanie się. Najpierw szybka poranna toaleta. Potem założyłam swoją białą podkoszulkę, niebieskie dżinsy, zielone trampki, brązową kurtkę, wzięłam plecak i wybiegłam z domu aby zdążyć na autobus. Nic dziwnego, ze wyglądałam jak szop pracz.
   Weszłam do pomieszczenia. Większość uczniów była już na miejscu. Byłam przygotowana na wykłady o tym, że należy przychodzić na czas, nie spóźniać się itp. Ku mojemu zdziwieniu w klasie nie było nauczyciela. Coś tu nie grało. Pan Murphy nigdy, ale to nigdy się nie spóźniał. Przeszłam pomiędzy ławkami i usiadłam na swoim miejscu jakby nigdy nic. Wszyscy inni śmiali się, rozmawiali lub słuchali muzyki. Myślałam, co takiego się stało, że nauczyciel się nie pojawił. Musiało stać się coś naprawdę ważnego. Rozpakowałam książki. Przez chwilę wpatrywałam się w stare, beżowe ściany klasy. Wisiało na nich wiele przeróżnych obrazów. Co jakiś czas wyglądałam przez okno. Przyglądałam się drzewom, wiewiórkom i innym zwierzętom biegającym w lesie znajdującym się na przeciwko szkoły. Nie miałam co robić, więc wyciągnęłam swój szkicownik. Tym razem narysowałam siebie u boku przystojnego, wysokiego blondyna. Miał piękne niebieskie oczy. Chciałabym spotkać kogoś takiego. Przez jakiś czas rozmyślałam o tym.
   Minęło dziesięć minut i zjawił się pan Murphy z ... o mój Boże! Przy boku nauczyciela stał chłopak o blond włosach i niebieskich oczach. Dokładnie takiego narysowałam w swoim szkicowniku! To nie możliwe! To na pewno sen lub jedne z tych moich przywidzeń. Odjęło mi mowę. Przez jakiś czas przyglądałam się nowemu jak jakiś sęp. Wiem, było to niegrzeczne, ale nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.
-Oto wasz nowy kolega. Nazywa się Will Carter- nauczyciel przedstawił nowego.
   Chłopak uważnie przyglądał się klasie. W końcu jego wzrok padł na mnie. Wyglądał tak, jakby się czegoś przestraszył.
-Dopóki nie znajdziesz sobie miejsca możesz usiąść z Rose- poinformował go nauczyciel.
-Przepraszam,... z kim?- spytał Will, a tą samą, wystraszoną miną.
-Z Rose Gray. Siedzi w tamtej ławce- nauczyciel wskazał na mnie.
   Chłopak przez chwilę uważnie mi się przyglądał. Jednak wykonał polecenie pana Murphy.
   Ciągle nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Możliwe, że w końcu znalazłam kogoś, z kim mogłabym się zaprzyjaźnić. Przez resztę lekcji nie rozmawialiśmy ze sobą. Postanowiłam, że porozmawiam z nim na przerwie.
   Jak zwykle lekcja była nieciekawa. Chyba najnudniejsza na jakiej byłam. Zadzwonił dzwonek. Will wyszedł z klasy bardzo szybko. Podążałam za nim. Zatrzymał się przy szafce numer siedemdziesiąt dwa. Miałam okazję do niego zagadać.
- Hej. Jestem Rose, miło mi cię poznać- powiedziałam do nowego.
-O,... hej, jestem Will- niepewnie mówił chłopak.
-Może oprowadzić cię po szkole?- zaproponowałam.
-Muszę coś zrobić... yyy... może innym razem-odpowiedział
   Po jego minie widziałam, że nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Byłam głupia. Dlaczego myślałam, że będę mogła z nim normalnie porozmawiać, a nawet zaprzyjaźnić się. Odeszłam zrezygnowana. Byłam przygnębiona.
   Do tej pory miałam tylko jedną przyjaciółkę, Maję. Znałyśmy się od małego. Był tylko jeden problem. Chodziłyśmy razem do szkoły. Pewnego razu zaczęła mnie okropnie boleć głowa i nagle obraz klasy gdzieś znikł. Widziałam tylko ciemność. Wyłoniły się z niej jakieś okropne stwory. Nie widziałam ich twarzy, bo zakrywały je czarne szale. Bardzo się wystraszyłam. Zaczęłam krzyczeć, żeby mnie zostawiły, ale na próżno, więc postanowiłam jak najszybciej odbiec od nich. Po chwili z powrotem zobaczyłam całą klasę. Wszyscy byli przestraszeni. W powietrzu unosił się okropny smród chemikaliów. Podczas tego wszystkiego potrąciłam kilka fiolek z różnymi substancjami, które spowodowały mały wybuch i ten przykry zapach. Zarządzono ewakuację. Nie wiem co takiego tam zaszło, ale nikomu nic się nie stało. Maja próbowała mnie bronić. Na próżno. Nie chcieli jej słuchać. Tego dnia wywalili mnie ze szkoły po raz pierwszy. Ja i Maja ciągle się przyjaźnimy, chociaż od tamtego wydarzenia minęły trzy lata... Pomyłka. Trzy lata miną dopiero za cztery miesiące. Czasami się spotykamy, ale na krótko. Brakuje mi tej zadziornej blondynki.
   W tej szkole nikt mnie nie lubił. Wszyscy trzymali się ode mnie z daleka, żeby nic im się nie stało. Nazywają mnie dziwolągiem. Myślałam, że ktoś tu w końcu mnie polubi. A jednak myliłam się.

3 komentarze:

  1. Ślicznie! Nie mogę się doczekać następnego. Pisz szybciej. I weny życzę. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział! :)))
    Nie mogę wytrzymać i normalnie ciągnie mnie do następnych *u*
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń