Przebiegłam
opustoszałym korytarzem. Następnie wielkimi schodami na pierwsze piętro i w
końcu znalazłam się przy drzwiach klasy pana Murphy- nauczyciela języka
angielskiego.
Ustałam na chwilę
przed wejściem i poprawiłam swoje rozczochrane czarne włosy. W domu nie miałam
czasu na porządne uszykowanie się. Najpierw szybka poranna toaleta. Potem
założyłam swoją białą podkoszulkę, niebieskie dżinsy, zielone trampki, brązową
kurtkę, wzięłam plecak i wybiegłam z domu aby zdążyć na autobus. Nic dziwnego, ze
wyglądałam jak szop pracz.
Weszłam do
pomieszczenia. Większość uczniów była już na miejscu. Byłam przygotowana na
wykłady o tym, że należy przychodzić na czas, nie spóźniać się itp. Ku mojemu
zdziwieniu w klasie nie było nauczyciela. Coś tu nie grało. Pan Murphy nigdy,
ale to nigdy się nie spóźniał. Przeszłam pomiędzy ławkami i usiadłam na swoim
miejscu jakby nigdy nic. Wszyscy inni śmiali się, rozmawiali lub słuchali
muzyki. Myślałam, co takiego się stało, że nauczyciel się nie pojawił. Musiało
stać się coś naprawdę ważnego. Rozpakowałam książki. Przez chwilę wpatrywałam
się w stare, beżowe ściany klasy. Wisiało na nich wiele przeróżnych obrazów. Co
jakiś czas wyglądałam przez okno. Przyglądałam się drzewom, wiewiórkom i innym
zwierzętom biegającym w lesie znajdującym się na przeciwko szkoły. Nie miałam
co robić, więc wyciągnęłam swój szkicownik. Tym razem narysowałam siebie u boku
przystojnego, wysokiego blondyna. Miał piękne niebieskie oczy. Chciałabym
spotkać kogoś takiego. Przez jakiś czas rozmyślałam o tym.
Minęło dziesięć
minut i zjawił się pan Murphy z ... o mój Boże! Przy boku nauczyciela stał
chłopak o blond włosach i niebieskich oczach. Dokładnie takiego narysowałam w
swoim szkicowniku! To nie możliwe! To na pewno sen lub jedne z tych moich przywidzeń.
Odjęło mi mowę. Przez jakiś czas przyglądałam się nowemu jak jakiś sęp. Wiem,
było to niegrzeczne, ale nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.
-Oto wasz nowy kolega. Nazywa się Will Carter- nauczyciel
przedstawił nowego.
Chłopak uważnie
przyglądał się klasie. W końcu jego wzrok padł na mnie. Wyglądał tak, jakby się
czegoś przestraszył.
-Dopóki nie znajdziesz sobie miejsca możesz usiąść z Rose-
poinformował go nauczyciel.
-Przepraszam,... z kim?- spytał Will, a tą samą,
wystraszoną miną.
-Z Rose Gray. Siedzi w tamtej ławce- nauczyciel wskazał na
mnie.
Chłopak przez
chwilę uważnie mi się przyglądał. Jednak wykonał polecenie pana Murphy.
Ciągle nie mogłam
uwierzyć w to, co się stało. Możliwe, że w końcu znalazłam kogoś, z kim
mogłabym się zaprzyjaźnić. Przez resztę lekcji nie rozmawialiśmy ze sobą.
Postanowiłam, że porozmawiam z nim na przerwie.
Jak zwykle lekcja
była nieciekawa. Chyba najnudniejsza na jakiej byłam. Zadzwonił dzwonek. Will
wyszedł z klasy bardzo szybko. Podążałam za nim. Zatrzymał się przy szafce
numer siedemdziesiąt dwa. Miałam okazję do niego zagadać.
- Hej. Jestem Rose, miło mi cię poznać- powiedziałam do
nowego.
-O,... hej, jestem Will- niepewnie mówił chłopak.
-Może oprowadzić cię po szkole?- zaproponowałam.
-Muszę coś zrobić... yyy... może innym razem-odpowiedział
Po jego minie
widziałam, że nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Byłam głupia. Dlaczego
myślałam, że będę mogła z nim normalnie porozmawiać, a nawet zaprzyjaźnić się.
Odeszłam zrezygnowana. Byłam przygnębiona.
Do tej pory miałam
tylko jedną przyjaciółkę, Maję. Znałyśmy się od małego. Był tylko jeden
problem. Chodziłyśmy razem do szkoły. Pewnego razu zaczęła mnie okropnie boleć
głowa i nagle obraz klasy gdzieś znikł. Widziałam tylko ciemność. Wyłoniły się
z niej jakieś okropne stwory. Nie widziałam ich twarzy, bo zakrywały je czarne
szale. Bardzo się wystraszyłam. Zaczęłam krzyczeć, żeby mnie zostawiły, ale na
próżno, więc postanowiłam jak najszybciej odbiec od nich. Po chwili z powrotem
zobaczyłam całą klasę. Wszyscy byli przestraszeni. W powietrzu unosił się
okropny smród chemikaliów. Podczas tego wszystkiego potrąciłam kilka fiolek z
różnymi substancjami, które spowodowały mały wybuch i ten przykry zapach.
Zarządzono ewakuację. Nie wiem co takiego tam zaszło, ale nikomu nic się nie
stało. Maja próbowała mnie bronić. Na próżno. Nie chcieli jej słuchać. Tego
dnia wywalili mnie ze szkoły po raz pierwszy. Ja i Maja ciągle się przyjaźnimy,
chociaż od tamtego wydarzenia minęły trzy lata... Pomyłka. Trzy lata miną dopiero
za cztery miesiące. Czasami się spotykamy, ale na krótko. Brakuje mi tej
zadziornej blondynki.
W tej szkole nikt
mnie nie lubił. Wszyscy trzymali się ode mnie z daleka, żeby nic im się nie
stało. Nazywają mnie dziwolągiem. Myślałam, że ktoś tu w końcu mnie polubi. A
jednak myliłam się.
Ślicznie! Nie mogę się doczekać następnego. Pisz szybciej. I weny życzę. :*
OdpowiedzUsuńDzięki ;*
OdpowiedzUsuńFajny rozdział! :)))
OdpowiedzUsuńNie mogę wytrzymać i normalnie ciągnie mnie do następnych *u*
Weny życzę :*